kontakt@ratunekpompejanski.pl

Matczyna miłość

Te doświadczenia, które mnie spotkały umocniły mnie w przekonaniu, że jesteśmy tu na chwile i Maryja nasza najsłodsza Pani prosi nas, abyśmy chwytali za różańce i w ten sposób załatwiali swoje sprawy. Pompejanka poniosła moje życie na prawdziwe fale…

Od zawsze byłam człowiekiem bojaźliwym. Byłam przywiązana do swojej mamy, która chorowała i potrzebowała mojej pomocy. Zajmowałam się mamą przez długi czas, z tego względu byłam trochę ograniczona w pewnych moich planach. Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z mamą. Dla mnie były to piękne chwile i mama była dla mnie wzorem do naśladowania. Była kobietą bardzo dobrą i wychowującą swoje dzieci w tradycyjnych wartościach. Zawsze w głowie miałam myśl o śmierci mojej mamy. Bałam się, że ją stracę i że nie dam sobie bez niej w życiu rady. Cały czas mi ten strach towarzyszył. Pewnego dnia stało się najgorsze. Moja mama trafiła na OIOM. Byłam w ciężkiej rozpaczy i nie wiedziałam, co się ze mną właściwie dzieje. Chodziłam po korytarzu szpitala i z bezradności uderzyłam pięścią w ścianę,nagle podeszła do mnie pewna Pani i powiedziała, że rozumie mój ból i żebym poszła z nią, bo chce mi coś pokazać. Poszłam. W łóżku podpięta pod maszyny leżała młoda dziewczyna, na którą czekały jej małe dzieci w domu. Wtedy zrozumiałam, że Bóg właśnie w taki sposób przygotował mnie na „najgorsze”, które dopiero miało nastąpić.

Mama zmarła. Czułam tęsknotę i rozpacz. Byłam jak zbity pies szukający ukojenia, ale ono nie przychodziło. Po długim czasie zaczęłam sięgać po różaniec. Wtedy też spotkałam osobę, która opowiedziała mi o Pompejance. Zaczęłam odmawiać gorliwie i wypraszać łaski dla moich bliskich. Uwierzcie mi, że dzięki Nowennie Pompejańskiej dostałam nową Mamę, niebieską najlepszą Matkę, która w beznadziejnych sytuacjach wyprowadziła mnie ochronną ręką. To był dla mnie ratunek przed rozgoryczeniem i rozpaczą. Ufam Maryi i czuje, że Ona mnie nie zawiedzie. Przyszedł czas w moim życiu, że miałam operację, byłam w trakcie odmawiania Nowenny. Bardzo się bałam o to, czy wszystko pójdzie dobrze i czy nie przyjdzie mi odejść. Modliłam się wtedy też do ojca Pio i odmawiałam Nowennę Pompejańską za kapłana. Prosiłam ojca Pio, aby dał mi znak, czy wszystko będzie dobrze, lecz znaku nie było. Pomyślałam, tak po ludzku, że po prostu nie zostałam wysłuchana. Jak bardzo się myliłam. W szpitalu, w którym zostałam przyjęta była kaplica poświęcona właśnie ojcu Pio! Czułam, że to był znak, na który czekałam. Wróciłam do zdrowia i zaczęłam jeszcze bardziej kochać Maryję i doceniać życie. Te doświadczenia, które mnie spotkały umocniły mnie w przekonaniu, że jesteśmy tu na chwile i Maryja nasza najsłodsza Pani prosi nas, abyśmy chwytali za różańce i w ten sposób załatwiali swoje sprawy. Pompejanka poniosła moje życie na prawdziwe fale.

Czuję, że żyje i że muszę głosić Matuni chwałę wszędzie, gdzie się tylko da. Dlatego napisałam to świadectwo i jestem jedną z osób tworzących tę stronę. Odważcie się porwać tej dobrej sprawie, wiele rozwiąże się wam problemów i zmieni się wasze patrzenie na niektóre sprawy. Z Maryją jest mi łatwiej żyć.

Kinga

Może zainteresuje Cię również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.