kontakt@ratunekpompejanski.pl

To co kiedyś było oczywiste, wtedy nie było…

Jestem winna Matce Bożej świadectwo. Dlatego pragnę zamieścić je na waszej stronie. Kiedy zaczął się koronawirus świat stanął na głowie, również i moje życie. To co kiedyś było oczywiste, wtedy nie było. Pewne sprawy zaczęły się kruszyć z dnia na dzień. Wtedy postanowiłam, że będę modlić się Nowenną Pompejańską, aby nikt w mojej rodzinie nie zachorował na koronawirusa i tak też trwałam do końca na modlitwie. Jednak życie jest życiem i pewnego dnia zaczął boleć mnie brzuch. Dostałam wysokiej gorączki, miałam dreszcze i ledwo się trzymałam na nogach.

W dobie światowej pandemii, kiedy drzwi do lekarza są zamknięte, wywoływało to w mojej głowie paniczny lęk, że nie dostanę się do lekarza i stanie mi się coś złego… tak też się stało. Jeździłam od lekarza do lekarza prosząc o pomoc, jednak lekarze odsyłali mnie z kwitkiem. Byłam załamana i zrozpaczona! Prosiłam Matkę Najświętszą o pomoc. Jadąc z mężem do Łodzi do szpitala na drodze szybkiego ruchu był wypadek, czekaliśmy w korku 1,5 godziny, a ja zwijałam się z bólu i wymiotowałam. Wszystkie samochody skierowano na najbliższy zjazd. Ja nie mogąc już wytrzymać z bólu prosiłam męża, aby wiózł mnie do najbliższego szpitala. Kiedy dotarliśmy na miejsce pielęgniarka na SOR nie chciała mnie przyjąć, bo miałam gorączkę i bała się, że mam ewentualnego koronawirusa. Na dodatek nie miałam skierowania od lekarza rodzinnego do szpitala. Płacząc pod izbą przyjęć i prosząc oto, żeby mi pomogli bo za chwilę umrę (dosłownie myślałam, że odejdę… tak mnie wszystko bolało) przypomniało mi się, że lekarz ginekolog, który prowadził mi ciążę pracuje w tym szpitalu i być może on mi pomoże… Zadzwonił mąż i powiedział jaka jest sytuacja (wspomniany lekarz był akurat w pracy). Lekarz bez chwili namysłu kazał poinformować pielęgniarkę, że ma mnie natychmiast przyjąć do szpitala! Tak się stało. Zostałam przyjęta. Doktor ginekolog zajął się mną, poprosił chirurga i zrobił mi USG jamy brzusznej na którym wyszło, że mam bardzo dużo kamieni w woreczku żółciowym i nacisk na prawą nerkę…. Dostałam lekarstwa, zrobili mi potrzebne badania i przygotowali mnie do operacji. Bardzo, bardo mocno się bałam, ponieważ to była moja druga operacja w ciągu krótkiego okresu czasu. Jednak i ona stanęła pod znakiem zapytania…. Pobrali mi wynik na Covid. Gdyby wynik okazał się pozytywny, nie doszłaby operacja do skutku.

„Zbita jak pies” leżałam na łóżku, bez odwiedzin, bez bliskich i z niepewnym wynikiem na covid…. Błagałam Maryję o pomoc oto, aby mnie w tym stanie nie zostawiła samej, bo chcę żyć, jestem młoda, pełna życia. Rano przyszedł lekarz z negatywnym wynikiem na koronawirusa i z decyzją o operacji.

Dziękowałam Maryi i prosiłam o opiekę nade mną w czasie Operacji. Miała ona miejsce 24 czerwca, w imieniny mojej zmarłej mamy, którą kochałam nad życie. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że pielęgniarka, która asystowała przy operacji miała na imię również Janina, jak moja mama! Matka Boża dała mi namacalną opiekę „z góry”! Byłam w szoku i położyłam się na stół operacyjny. Operacja się udała i było wszystko dobrze. Dziękowałam Matce Bożej, że taką grzeszną osobę jak ja stale podnosi i dźwiga na ramionach! Dziękuję Maryjo za każdy czas, za każdą chwilę. Dziękuję również za chorobę, bo dzięki Niej wiem jak kruche i wątłe jest życie i gdzie leży prawdziwy skarb Maryjo, a jest On w Twoim Niepokalanym sercu!
P.S. Miałam 98 kamieni i jestem rekordzistką jak na ten szpital 😉 Lekarz pytał się czy jestem córką kamieniarza 😉 😉

Może zainteresuje Cię również:

O różańcu inaczej

Zaufać do końca

1 komentarz

  1. Piękne świadectwo, o tyle piękniejsze, że przeszyte mieczem boleści. W tym ciężkim stanie, Maryja była szczególnie blisko i wstawiała się do swego Syna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.