kontakt@ratunekpompejanski.pl

Wszystko ma swój czas

Czego mnie nauczyła Nowenna Pompejańska? Zaufania, że: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” Koh 3, 1. Oddawania siebie, ludzi obok mnie, Jezusowi przez ręce Maryi.

Mam na imię Agnieszka. Od dziecka jestem blisko Kościoła. Moją duchowość kształtowali wspaniali, wierzący księża i świeckie katechetki, szczerze zaangażowane w swoją pracę. Maryja od zawsze była mi bliska, jak Mama. Żywo w pamięci mam nabożeństwa różańcowe prowadzone w mojej parafii przez dzieci. I zapach. Zapach różańca z drzewa różanego, który podarowała mi moja mama, a który towarzyszy mi do dnia dzisiejszego.

Gdy byłam w szkole średniej pojechałam na rekolekcje do sióstr. Na koniec losowaliśmy obrazki z wartościowym słowem. Wylosowałam zdanie: „Matka Boża – Ona jest Twoją Matką i u niej szukaj rady”. Myśl ta towarzyszyła mi w dalszym życiu. To w różańcu oddawałam Jezusowi przez Jego Mamę swoje sprawy, moją przyszłość, innych ludzi. Modlitwa stała się dla mnie oddechem.

Jako dorosła i pracująca kobieta poznałam panią Anię, mamę mojego kolegi. W tym czasie była już chora i niepełnosprawna. Mimo tego, była codziennie na Mszy św., spełniała w domu wszystkie obowiązki żony i matki. Poprosiła mnie o wydrukowanie kilku egzemplarzy Nowenny Pompejańskiej. Zapoznała mnie również z modlitwą. I tak zaczęła się i moja z nią przygoda. Znamienne jest to, że kilka lat później zmarła po ciężkiej chorobie 13 listopada, we wspomnienie Matki Bożej Pompejańskiej.

Od tamtego czasu odmawiałam Nowennę kilka razy, w różnych intencjach. Za siebie, jak i za innych. Dzisiaj chciałabym dać świadectwo o jednej z nich, bo chociaż był rok 2017, owoce tej modlitwy trwają do dzisiaj. Miałam wokół siebie bliskie mi kobiety nie mogące mieć dzieci. Towarzyszyłam im w modlitwie, widziałam ich łzy i niemoc tej sytuacji. Żaden lekarz nie mógł im pomóc. In vitro nie wchodziło w grę. Były wierzące.

Był marzec 2017 roku. Miałam pragnienie, aby modlić się za nie Nowenną. Było ich 5. Poinformowałam je, że rozpoczynam modlitwę w ich intencji. Głęboko wierzyłam, że Matka Boża mnie wysłucha. Pamiętam, że część błagalna była ciężka. Pojawiały się trudności. W pracy, z ludźmi, z czasem na modlitwę. Jednocześnie miałam łaskę ogromnej bliskości z Bogiem. Kradnąc każdą wolną chwilę na „Zdrowaś Maryjo”, trudno jej nie mieć. Cały dzień przepełniony jest tajemnicami z życia Jezusa i Maryi. Choćby dlatego warto było rozpocząć modlitwę. Gdy kończyłam część dziękczynną, jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że oczekuje potomstwa! Że to początek i bardzo się boi, ale już mi bardzo dziękuję, bo wie, że to owoc mojej modlitwy. Płakałam razem z nią. Nie sądziłam, że Pan Bóg tak szybko mnie wysłucha. Czekałam na cuda w życiu innych moich koleżanek. I tak kilka miesięcy później kolejna z nich zaszła w ciąże, potem następna i następna! Każda z nich urodziła zdrowe, piękne i wyczekane z miłością dziecko. Towarzysze im w przeżywaniu ich macierzyństwa. Ogromnym wzruszeniem są dla mnie chrzty „moich” dzieci.

Czego mnie nauczyła Nowenna Pompejańska? Zaufania, że: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” Koh 3, 1. Oddawania siebie, ludzi obok mnie, Jezusowi przez ręce Maryi. Cierpliwości, a nawet zarządzania czasem, bo osobie pracującej trudno jest znaleźć czas na trzy części różańca dziennie. Parafrazując słowa ks. prof. Zwolińskiego o różańcu napiszę: „Nowenna jest długa, nudna, trudna, powtarzalna jak nasze życie. I dlatego jest taka skuteczna”. Amen. Chwała Panu!

Agnieszka z Warszawy

Może zainteresuje Cię również:

Prawdziwa miłość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.